niedziela, 23 listopada 2014

Rozdział 3

Na razie nie będzie perspektywy Gabi, czekam na dobry moment. Dam to w odpowiednim czasie c; Mam taki plan musicie poczekać...
*spojler*
Będzie miłosny wątek *-*

                          Rozdział 3
                               Tom
Wstałem, popatrzyłem na łóżko Izy, nie było jej tam. Szybko ubrałem się i zbiegłem na dół. Iza stała w piżamie i robiła jajecznice w kuchni.
- Chcesz też? - spytała.
- Która godzina?
- Po szóstej
- Mogę zjeść - powiedziałem.
Nałożyła mi połowę swojej porcji. Zauważyłem, że wygląda dość ładnie w tej piżamie.
Tom uspokój się. Znasz swój los, nie możesz się w niej zakochać...
- Dobrze się czujesz?
- Hmm? Tak. - odpowiedziałem.
To nie była naprawdę prawda. Zaraz po uznaniu mnie Rachel wypowiedziała przepowiednie o moim losie...
- Na pewno? Może idź się połóż?
- Nie trzeba...
Wstałem i poszedłem umyć się do łazienki. Zabrałem szybko prysznic, musiałem się jeszcze spotkać przed śniadaniem z Leo. Wyszedłem już przygotowany do wyjścia.
- Leo! - krzyknąłem po wyjściu z domku.
Leon odwrócił się i podbiegł do mnie.
- Co jest? - zapytał.
- Miałeś przyjść po kolacji.
- Wiem, ale okazało się że nie zrozumiałem wiadomości. Ona miała te części u siebie w domu, a nie tu...
- Spoko nie szkodzi. Chyba cię wołają.
Odwrócił się i pobiegł do reszty rodzeństwa.
- Co jest? - spytała Iza, kiedy wyszła z domku.
Była ubrana w koszulkę obozu, szorty i takie same okulary jak wczoraj.
- Nic - odparłem z uśmiechem. Odpowiedziała mi też uśmiechem. - Stresujesz się? Dziś spotkasz ojca.
- Nawet, ciekawi mnie kto nim będzie. - odparła
Chwyciła mnie za rękę. Wyciągnąłem ją z uścisku. Iza trochę zbita z tropu, uśmiechnęła się nieśmiało. Naprawdę nie chciałem jej tego robić. Lubiłem ją,  no dobra, bardzo ją lubiłem. Była miła,  zabawna i urocza!
- Choć już są!
Pobiegliśmy w kierunku bogów, szybko wypatrzyłem Hermesa, który podpisywał się przed moim rodzeństwem (które już przyjechało).
- Tom choć tu do nas bliżej! - krzyknął Hermes.
Poszedłem bliżej.
- Jest taki podobny do swojej matki - powiedział.
Uśmiechnąłem się, drugi raz w życiu go widziałem,  a teraz będzie ze mną mieszkać przez dwa miesiące.
Nagle wszyscy na kogoś spojrzeli. Tą osobą była Iza...
- Witaj Izo - zaczął Chejron - córko Apolla!!
Apollo który stał obok podbiegł do niej i podniósł jej rękę w geście zwycięstwa.
- Moja córka! - krzyknął.
Następnie odwrócił się do niej i zaczął coś szeptać po grecku. Iza uniosła się na chwilę w powietrzu i stanęła na ziemi.
- Co się stało? - spytała Apolla
- Dałem ci moje błogosławieństwo. Teraz nie można cie zranić, a ty sama możesz uleczać.
Patrzyła chwilę na Apolla jakby był wariatem, poczym uśmiechnęła się.
- Idź spakuj swoje rzeczy i zanieś je do mojego domku - powiedział bóg.
Iza poszła w kierunku domku Hermesa. Pobiegłem jej pomóc.
- Czemu to zrobiłeś? - zapytała
- Ale co?
- Wyrwałeś rękę. - odrzekła - myślałam że mnie lubisz.
- No bo cie lubię...
- Nie widać.
Dobra powiem to wprost: KOCHAM JĄ. Ale nie możemy być razem bo wiem jak to się skończy, znam swój los...
- Naprawdę cię lubię - powiedziałem - nawet kocham... ale nie możemy być razem...
W jej oczach widziałem łzy. Zabolało mnie to mocno.
- Odejdź ode mnie! - krzyknęła i uciekła.
W moich oczach też były łzy. Pobiegłem w stronę lasu, usiadłem przy najbliższym drzewie. Las był gęsty i caly zielony, poza tym znalazłem dobrą kryjówkę. Nikt mnie nie znajdzie.  Chciałbym być z nią, ale wiem że to niemożliwe... Siedziałem tak chyba w nieskończoność. W końcu dopadł mnie sen.
Leżałem na plaży, tuż obok mnie uderzył  piorun, który stworzył tunel.  Wyszły z niego trzy starsze panie. Robiły na drutach długie szaliki. Nagle jedna z nich wyciągnęła nożyczki, teraz zrozumiałem, to były Fata.
- Nie! - krzyknąłem.
Ale nie było mnie słychać...
Zabrała nożyczki i przecięła nić...
Obudziłem się zlany potem, była już noc. Wstałem i rozejrzałem się, nie było nikogo w pobliżu. Teraz zrozumiałem, że nic nie jadłem. Popatrzyłem do góry, siedziałem pod jabłonią. Wspiąłem się na drzewo i zebrałem pięć jabłek. Poszedłem do strumyka i umyłem je. Były one naprawdę słodkie. Kiedy zjadłem poszedłem znów do mojej kryjówki. Siedziałem tak w ciszy. Nagle usłyszałem krzyk, ktoś mnie wołał. Spojrzałem w kierunku wołania. To była Iza. Nie chciałem z nią teraz gadać, więc schowałem się głębiej w krzakach. Jak na złość usiadła zaraz obok nich. Zaczęła płakać.
- To moja wina - mówiła przez łzy - jak się nie znajdzie, a co gorsza umrze, nie wybaczę sobie. Teraz już wiem, że też go mocno kocham...
Miałem ochotę jednocześnie płakać i tańczyć z radości. Nie mogła mnie kochać. To tylko ją zrani... Ale moich uczuć też nie mogłem zostawić. Jeśli ją kocham powinienem być z nią. Popatrzyłem w miejsce gdzie siedziała nie było jej, pewnie poszła szukać dalej...
Postanowiłem przeczekać to do rana. Usiadłem w wygodnej pozycji i zasnąłem. Tym razem bez koszmarów.
Rano obudziły mnie ciepłe promienie słońca, przeciągnąłem się i wstałem.
Poszedłem w stronę domku Hermesa.
- Tu jesteś!
Odwróciłem się za mną stał mój ojciec.
- Hej.
- Gdzie ty byłeś? Całą noc cię szukaliśmy!
- Musiałem pomyśleć...
- Chodzi o tę córkę Apolla? Izę, tak?
- Tak - odpowiedziałem niepewnie
- Znam twój los i wiem czego się obawiasz. Lecz wiedz że przepowiednie są dwuznaczne. Nie wiesz o co chodzi póki się to nie zdarzy.
- Wiem...
Poszedłem po tym do łazienki umyć się po nocy w lesie. Jak wyszedłem pobiegłem się przebrać, moje rodzeństwo pytało "Gdzie byłeś?" Nie odpowiadałem na to. Szybko przebrałem się i poszedłem na śniadanie. Usiadłem przy stoliku Hermesa, zjadłem tosty i napiłem się nektaru, który smakował jak jagody ogrodu mamy. Hermes cały czas opowiadał dowcipy i śmieszne historyjki z dziejów Olimpu. Mi jednak nie było do śmiechu. Po śniadaniu starałem się unikać Izy.
Musiałem jeszcze raz przeanalizować moją przepowiednie. Poszedłem w stronę domku Ateny. Dom był naprawdę ładnie wykończony, stylizowany na starych greckich świątyniach. Ogród Ateny pełen był drzew oliwnych. Zapukałem do drzwi.
Otworzyła mi Annabeth, jest ona wysoką blondynką,  włosy ma jaśniejsze niż Iza, szare oczy.
- Hej możemy porozmawiać?
- Jasne, wchodź. - otworzyła szerzej drzwi, abym mógł wejść - Co cie sprowadza?
- Potrzebuję rady.
Opowiedziałem jej całą przepowiednie,  w czasie jej wymawiania ona cały czas tylko kiwała głową.
- Nie musi chodzić o nią. - powiedziała - To może być każdy.
- Ale to musi być ona.
- Jest tam jeszcze jeden fragment.
- Tak... Trzeba poczekać.
- To znaczy, że przepowiednia na razie się nie wypełni. - odparła z uśmiechem.
- To kiedy zacznie się wypełniać?
- Nie wiem, ty będziesz to wiedział.
Potem rozmawialiśmy jeszcze o skutkach przepowiedni i czy jeden z fragmentów dotyczy Izy. Kiedy usłyszałem dzwony na obiad, pożegnałem się z Annabeth i pobiegłem do rodzeństwa.
Na obiad dostałem naleśniki i sok jabłkowy do picia. Naleśniki oczywiście były z Nutellą... Zerknąłem na Izę, kiedy zobaczyła mnie szybko odwróciła wzrok.
Po rozmowie z Ann wiem, że fragment, może nie dotyczyć Izy. Musiałem naprawić swój błąd. Jak wszyscy poszli, ruszyłem w stronę domku Afrodyty, który był CAŁY różowy. Zapukałem do drzwi, otworzyła je dziewczyna o kruczych włosach i niebieskich oczach.
- Jest Piper?
- Nie ma poszła gdzieś z Jasonem - powiedziała, po czym zamknęła drzwi.
Poszedłem na polanę, gdzie często się spotykają, siedzieli na kocu i patrzyli na plażę.
- Piper! - krzyknąłem.
Dziewczyna odwróciła się, powiedziała coś do Jasona i pobiegła w moim kierunku.
- Co jest? - spytała.
Opowiedziałem jej wszystko w skrócie.
- Masz problem. Musisz jej powiedzieć co czujesz...
- Tak myślisz?
- Tak.
- Dzięki, pa.
- Pa.
Przez resztę drogi zastanawiałem się czy Iza mnie wysłucha. Miałem nadzieję że mi wybaczy... Nagle mnie zauważyła, teraz już biegłem. Ale ona zaczęła uciekać. Biegłem szybciej. Zdołałem ją dogonić po chwili.
- Czemu ,uciekasz?
- Zostaw mnie - odpowiedziała. 
Ale ja nie miałem zamiaru jej słuchać, kiedy zwolniła zabrałem ją na ręce.
- Puść mnie! - krzyknęła, lecz ja jej nie słuchałem. 
Odłożyłem ją pod tym drzewem obok plaży i usiadłem obok. Położyłem moją rękę na jej.
- Kocham cię - powiedziałem,  teraz do mnie dotarło, że to była naprawdę prawda. Kochałem ją i nie chciałem, aby stała jej się krzywda...
W jej oczach widziałem łzy. Lekko nachyliłem się i pocałowałem ją. 

Koniec!!!
Mam nadzieję, że się podoba :)
Jak pisałem ten sen to coś mi się zepsuło :/
Jak widzicie wątek miłosny się będzie jeszcze rozwijał <3
Komentarz = Motywacja
Rozdział najpóźniej za tydzień, lecz pewnie będzie wcześniej, więc bądźcie na bieżąco!!


2 komentarze:

  1. Ej dobre ;D Really good (inglisz ;>)
    Wątek miłosny <3 <3 Jeah *.*
    Lubię Toma ;3
    Będę na bieżąco ;)
    xoxo ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, wątek miłosny będzie się jeszcze rozwijał *-*
      Ale nie będę za bardzo spojlerował ^-^

      Usuń