niedziela, 23 listopada 2014

Rozdział 4 + bonus

Powoli się zbliżamy do rozdziału z Gabi *-*

                         Rozdział 4
                              Iza
Tak szczerze? Czekałam na to. Ale no kurde?! Gada, że nie możemy być razem, a teraz mnie całuje! Znaczy ja nie mam nic przeciwko. Ale tu chodzi o zasadę! Kiedy skończył mnie całować, odsunął się i uśmiechnął. No dobra, ja też go KOCHAM. Ale jak mówiłam tu chodzi o zasadę, nic nie można robić bez zasad.
Kiedy tak się do mnie szczerzył, (tu ADHD wzięło nade mną władze) już nie wytrzymałam i uderzyłam go w twarz. Na policzku miał ładny czerwony kształt ręki.
- Czemu to zrobiłaś!?- krzyczał trzymając się za bolący policzek.
Trudno powstrzymywałam śmiech. Wysunęłam rękę i pogładziłam go po bolącym policzku. Ślad po uderzeniu od razu zniknął.
- Jak? - spytał.
Wzruszyłam ramionami.
- Błogosławieństwo Apolla - odparłam.
Uśmiechnął się do mnie i znów pocałował.
- Chce być z tobą, tylko z tobą - powiedział.
- Ja też.
Uśmiechnął się i pomógł mi wstać.
- Chodź.
- Nigdzie z tobą nie idę - odparłam
- Jeśli mi ufasz, pójdziesz za mną wszędzie.
- Ufam ci - powiedziałam i chwyciłam go za rękę,  tym razem jej nie wyrwał.
Szliśmy tak w spokoju. Teraz liczył się tylko on.
- Jesteśmy.
Zaprowadził mnie na piękną polanę, z której było widać plaże, pole truskawek oraz wszystkie domki.
- Pięknie tu...
- I nikt nie znajdzie twoich zwłok.
Zrobiłam wielkie oczy i pozycję gotową do ucieczki.
- Żartowałem! - krzyknął i zaczął się śmiać.
Też się śmiałam, położyliśmy się obok siebie na trawię.
- Dlaczego nie możemy być razem? - spytałam.
- Nie ważne - odparł - cieszmy się sobą.
Chwyciłam go mocniej za rękę. Leżeliśmy tak do obiadu. Na obiedzie jednak nie mogliśmy jeść przy jednym stole. Ja poszłam do swojego rodzeństwa, on do swojego.
Cały stolik Apolla śmiał się, żartował i rozmawiał.
- Jesteś!
Rozglądnełam się,  czy jemu chodziło o mnie?
- Iza chodź,  usiądź obok mnie - odrzekł bóg.
Byłam naprawdę zdziwiona. Mój ojciec chciał abym obok niego siedziała?
- No chodź!
Usiadłam obok niego i zjadłam moją porcję. Apollo dziwnym trafem zwracał uwagę głównie tylko na mnie. Jakby chciał powiedzieć "Za niedługo umrzesz"
Kiedy zjadłam moją porcję szybko popędziłam do Toma. Rzuciłam mu się na szyję i pocałowałam go w policzek.
Resztę dnia siedzieliśmy na plaży. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się i przytulaliśmy. Na noc znów musieliśmy się rozstać. Ja poszłam do domku Apolla, on do domku Hermesa. Oczywiście przez całą noc miałam koszmary.

Obudziłam się. Szybko wstałam (tak w piżamie) i pobiegłam w stronę jaskini Rachel. Jaskinia była przytulna, cała wywieszona w różne obrazy. Rachel, kobieta po dwudziesce, która ma rude włosy, zielone oczy i delikatne rysy twarzy, malowała obraz.
- Rachel!
- Co jest skarbie? - spytała.
- Możesz mi pomóc?
- Tak zrobię wszystko co się da.
Opowiedziałam jej mój sen, miała przerażoną minę co jakiś czas powtarzała "To nie może być prawda". Kiedy skończyłam Rachel wstała i pobiegła do Chejrona. Nie wiem czemu,ale w moich kapciach w króliczki poszłam ją śledzić. Doszłam do Wielkiego Domu.
- ...ona już tu idzie - usłyszałam głos Rachel
- To nie możliwe.
- Ale Iza miała sen...
- Nie! - krzyknął Chejron.
- Ale Chejronie! Opis idealnie pasował do niej! Muszę ją znaleźć!
- Rachel nie osłabiaj mnie... Ona nie żyje!
- Chejronie ty znasz prawdę! Musisz mi powiedzieć! To nasza jedyna szansa!
- Nie. Ona nie żyję. Tylko tyle wiem.
- Nie wierzę ci. Jeszcze ją znajdę! Percy i Annabeth na pewno mi pomogą!
Szybko oddaliłam się do domku Apolla, długo nie mogłam zasnąć. Poszłam do domku Hermesa, wspięłam się na drzewo obok okna przy, którym śpi Tom. Zapukałam w okno, Tom szybko się obudził. Popatrzył w okno i uśmiechnął się do mnie. Rozejrzał się po pokoju (w którym był tylko on) i otworzył okno.
- Co tu robisz? - spytał.
- Potrzebuję rady.
Opowiedziałam mu mój sen i to co usłyszałam. Słuchał w ciszy. Jego oczy wyrażały niepokój. "To może być ona" powtarzał. Jak skończyłam uśmiechnął się lekko i pocałował mnie. Poczułam przyjemny dreszcz na plecach.
- Nie martw się.
- Nie martwię się. To tylko ciekawość.
Chwycił mnie za rękę i znów pocałował. Przeszedł na drzewo i usiadł obok mnie. Cały czas mnie całował [wiem dużo tego no, ale wiecie! Wątek musi być *-*]. Siedzieliśmy tak bardzo długo. Kiedy zaczęło robić się jasno, szybko wszedł do domku. Zeszłam z drzewa i pobiegłam do domu Apolla. W tej chwili wszyscy powoli zaczęli się budzić. Udawałam, że właśnie wstałam. Zeszłam na dół do Apolla i reszty rodzeństwa. Jedli właśnie śniadanie (dziś jest niedziela, więc każdy posiłek przygotowujemy w swoich domkach). Uśmiechnęłam się i zabrałam z wieszaka kurtkę.
- Gdzie idziesz? - zapytał mnie Apollo.
- Tom zaprosił mnie na śniadanie.
Ubrana w koszulkę obozu, czarne dresowe spodnie, moją kurtkę i ukochane trampki, poszłam do domku Hermesa. Zapukałam do drzwi, otworzył mi James.
- Tom twoja dziewczyna przyszła! - krzyknął i zaczął się śmiać.
Bachor z niego, jakby uczesać mu te włosy znalazła bym pewnie małe rogi... Tom szybko wyszedł i zamknął za sobą drzwi. Przytuliłam go mocno do siebie i pocałowałam go.
Chwycił mnie za rękę i weszliśmy do domku. Przy stole panowała zabawna atmosfera. Wszyscy się śmiali. Hermes opowiadał dowcipy i różnorodne historię. Siedziałam obok Toma trzymając go za rękę.  Dostałam od jego rodzeństwa kanapkę z Nutellą. Po śniadaniu poszłam z Tomem na łąkę na piknik. Rozłożyliśmy koc i usiedliśmy obok siebie. Rozmawialiśmy o wszystkim! On był jedyną osobą prócz Joli... na Apolla! Zapomniałam o niej! Wstałam jak poparzona i pobiegłam do Chejrona. Usłyszałam tylko Toma jak krzyczał "Czemu uciekasz?". Wpadłam do niego i spytałam wprost.
- Gdzie Jola?!
- Hmm? A... Chodzi ci o tę twoją przyjaciółkę? Jest aktualnie w Obozie Jupiter.
- Gdzie?- spytałam już lekko zdenerwowana tą sytuacją.
- W takim obozie jak ten, tylko dla rzymskich herosów.
Zrobiłam wielkie oczy, ale wiedziałam, że i tak nic mi już nie powie.

Tu macie jeszcze bonus *-*!!!!

                                 Gabi
Biegłam przed siebie. Nie patrzyłam się w tył. Wiedziałam, że mnie gonią. Musiałam im uciec. Oni już wiedzą, znajdą mnie... to moja jedyna szansa...

Koniec!!
Komentarz = Motywacja.
Lalal
Nie wiem kiedy kolejny rozdział, najprędzej w weekend.
Mam nadzieje, że rozdział i bonus się podobają :)

Rozdział 3

Na razie nie będzie perspektywy Gabi, czekam na dobry moment. Dam to w odpowiednim czasie c; Mam taki plan musicie poczekać...
*spojler*
Będzie miłosny wątek *-*

                          Rozdział 3
                               Tom
Wstałem, popatrzyłem na łóżko Izy, nie było jej tam. Szybko ubrałem się i zbiegłem na dół. Iza stała w piżamie i robiła jajecznice w kuchni.
- Chcesz też? - spytała.
- Która godzina?
- Po szóstej
- Mogę zjeść - powiedziałem.
Nałożyła mi połowę swojej porcji. Zauważyłem, że wygląda dość ładnie w tej piżamie.
Tom uspokój się. Znasz swój los, nie możesz się w niej zakochać...
- Dobrze się czujesz?
- Hmm? Tak. - odpowiedziałem.
To nie była naprawdę prawda. Zaraz po uznaniu mnie Rachel wypowiedziała przepowiednie o moim losie...
- Na pewno? Może idź się połóż?
- Nie trzeba...
Wstałem i poszedłem umyć się do łazienki. Zabrałem szybko prysznic, musiałem się jeszcze spotkać przed śniadaniem z Leo. Wyszedłem już przygotowany do wyjścia.
- Leo! - krzyknąłem po wyjściu z domku.
Leon odwrócił się i podbiegł do mnie.
- Co jest? - zapytał.
- Miałeś przyjść po kolacji.
- Wiem, ale okazało się że nie zrozumiałem wiadomości. Ona miała te części u siebie w domu, a nie tu...
- Spoko nie szkodzi. Chyba cię wołają.
Odwrócił się i pobiegł do reszty rodzeństwa.
- Co jest? - spytała Iza, kiedy wyszła z domku.
Była ubrana w koszulkę obozu, szorty i takie same okulary jak wczoraj.
- Nic - odparłem z uśmiechem. Odpowiedziała mi też uśmiechem. - Stresujesz się? Dziś spotkasz ojca.
- Nawet, ciekawi mnie kto nim będzie. - odparła
Chwyciła mnie za rękę. Wyciągnąłem ją z uścisku. Iza trochę zbita z tropu, uśmiechnęła się nieśmiało. Naprawdę nie chciałem jej tego robić. Lubiłem ją,  no dobra, bardzo ją lubiłem. Była miła,  zabawna i urocza!
- Choć już są!
Pobiegliśmy w kierunku bogów, szybko wypatrzyłem Hermesa, który podpisywał się przed moim rodzeństwem (które już przyjechało).
- Tom choć tu do nas bliżej! - krzyknął Hermes.
Poszedłem bliżej.
- Jest taki podobny do swojej matki - powiedział.
Uśmiechnąłem się, drugi raz w życiu go widziałem,  a teraz będzie ze mną mieszkać przez dwa miesiące.
Nagle wszyscy na kogoś spojrzeli. Tą osobą była Iza...
- Witaj Izo - zaczął Chejron - córko Apolla!!
Apollo który stał obok podbiegł do niej i podniósł jej rękę w geście zwycięstwa.
- Moja córka! - krzyknął.
Następnie odwrócił się do niej i zaczął coś szeptać po grecku. Iza uniosła się na chwilę w powietrzu i stanęła na ziemi.
- Co się stało? - spytała Apolla
- Dałem ci moje błogosławieństwo. Teraz nie można cie zranić, a ty sama możesz uleczać.
Patrzyła chwilę na Apolla jakby był wariatem, poczym uśmiechnęła się.
- Idź spakuj swoje rzeczy i zanieś je do mojego domku - powiedział bóg.
Iza poszła w kierunku domku Hermesa. Pobiegłem jej pomóc.
- Czemu to zrobiłeś? - zapytała
- Ale co?
- Wyrwałeś rękę. - odrzekła - myślałam że mnie lubisz.
- No bo cie lubię...
- Nie widać.
Dobra powiem to wprost: KOCHAM JĄ. Ale nie możemy być razem bo wiem jak to się skończy, znam swój los...
- Naprawdę cię lubię - powiedziałem - nawet kocham... ale nie możemy być razem...
W jej oczach widziałem łzy. Zabolało mnie to mocno.
- Odejdź ode mnie! - krzyknęła i uciekła.
W moich oczach też były łzy. Pobiegłem w stronę lasu, usiadłem przy najbliższym drzewie. Las był gęsty i caly zielony, poza tym znalazłem dobrą kryjówkę. Nikt mnie nie znajdzie.  Chciałbym być z nią, ale wiem że to niemożliwe... Siedziałem tak chyba w nieskończoność. W końcu dopadł mnie sen.
Leżałem na plaży, tuż obok mnie uderzył  piorun, który stworzył tunel.  Wyszły z niego trzy starsze panie. Robiły na drutach długie szaliki. Nagle jedna z nich wyciągnęła nożyczki, teraz zrozumiałem, to były Fata.
- Nie! - krzyknąłem.
Ale nie było mnie słychać...
Zabrała nożyczki i przecięła nić...
Obudziłem się zlany potem, była już noc. Wstałem i rozejrzałem się, nie było nikogo w pobliżu. Teraz zrozumiałem, że nic nie jadłem. Popatrzyłem do góry, siedziałem pod jabłonią. Wspiąłem się na drzewo i zebrałem pięć jabłek. Poszedłem do strumyka i umyłem je. Były one naprawdę słodkie. Kiedy zjadłem poszedłem znów do mojej kryjówki. Siedziałem tak w ciszy. Nagle usłyszałem krzyk, ktoś mnie wołał. Spojrzałem w kierunku wołania. To była Iza. Nie chciałem z nią teraz gadać, więc schowałem się głębiej w krzakach. Jak na złość usiadła zaraz obok nich. Zaczęła płakać.
- To moja wina - mówiła przez łzy - jak się nie znajdzie, a co gorsza umrze, nie wybaczę sobie. Teraz już wiem, że też go mocno kocham...
Miałem ochotę jednocześnie płakać i tańczyć z radości. Nie mogła mnie kochać. To tylko ją zrani... Ale moich uczuć też nie mogłem zostawić. Jeśli ją kocham powinienem być z nią. Popatrzyłem w miejsce gdzie siedziała nie było jej, pewnie poszła szukać dalej...
Postanowiłem przeczekać to do rana. Usiadłem w wygodnej pozycji i zasnąłem. Tym razem bez koszmarów.
Rano obudziły mnie ciepłe promienie słońca, przeciągnąłem się i wstałem.
Poszedłem w stronę domku Hermesa.
- Tu jesteś!
Odwróciłem się za mną stał mój ojciec.
- Hej.
- Gdzie ty byłeś? Całą noc cię szukaliśmy!
- Musiałem pomyśleć...
- Chodzi o tę córkę Apolla? Izę, tak?
- Tak - odpowiedziałem niepewnie
- Znam twój los i wiem czego się obawiasz. Lecz wiedz że przepowiednie są dwuznaczne. Nie wiesz o co chodzi póki się to nie zdarzy.
- Wiem...
Poszedłem po tym do łazienki umyć się po nocy w lesie. Jak wyszedłem pobiegłem się przebrać, moje rodzeństwo pytało "Gdzie byłeś?" Nie odpowiadałem na to. Szybko przebrałem się i poszedłem na śniadanie. Usiadłem przy stoliku Hermesa, zjadłem tosty i napiłem się nektaru, który smakował jak jagody ogrodu mamy. Hermes cały czas opowiadał dowcipy i śmieszne historyjki z dziejów Olimpu. Mi jednak nie było do śmiechu. Po śniadaniu starałem się unikać Izy.
Musiałem jeszcze raz przeanalizować moją przepowiednie. Poszedłem w stronę domku Ateny. Dom był naprawdę ładnie wykończony, stylizowany na starych greckich świątyniach. Ogród Ateny pełen był drzew oliwnych. Zapukałem do drzwi.
Otworzyła mi Annabeth, jest ona wysoką blondynką,  włosy ma jaśniejsze niż Iza, szare oczy.
- Hej możemy porozmawiać?
- Jasne, wchodź. - otworzyła szerzej drzwi, abym mógł wejść - Co cie sprowadza?
- Potrzebuję rady.
Opowiedziałem jej całą przepowiednie,  w czasie jej wymawiania ona cały czas tylko kiwała głową.
- Nie musi chodzić o nią. - powiedziała - To może być każdy.
- Ale to musi być ona.
- Jest tam jeszcze jeden fragment.
- Tak... Trzeba poczekać.
- To znaczy, że przepowiednia na razie się nie wypełni. - odparła z uśmiechem.
- To kiedy zacznie się wypełniać?
- Nie wiem, ty będziesz to wiedział.
Potem rozmawialiśmy jeszcze o skutkach przepowiedni i czy jeden z fragmentów dotyczy Izy. Kiedy usłyszałem dzwony na obiad, pożegnałem się z Annabeth i pobiegłem do rodzeństwa.
Na obiad dostałem naleśniki i sok jabłkowy do picia. Naleśniki oczywiście były z Nutellą... Zerknąłem na Izę, kiedy zobaczyła mnie szybko odwróciła wzrok.
Po rozmowie z Ann wiem, że fragment, może nie dotyczyć Izy. Musiałem naprawić swój błąd. Jak wszyscy poszli, ruszyłem w stronę domku Afrodyty, który był CAŁY różowy. Zapukałem do drzwi, otworzyła je dziewczyna o kruczych włosach i niebieskich oczach.
- Jest Piper?
- Nie ma poszła gdzieś z Jasonem - powiedziała, po czym zamknęła drzwi.
Poszedłem na polanę, gdzie często się spotykają, siedzieli na kocu i patrzyli na plażę.
- Piper! - krzyknąłem.
Dziewczyna odwróciła się, powiedziała coś do Jasona i pobiegła w moim kierunku.
- Co jest? - spytała.
Opowiedziałem jej wszystko w skrócie.
- Masz problem. Musisz jej powiedzieć co czujesz...
- Tak myślisz?
- Tak.
- Dzięki, pa.
- Pa.
Przez resztę drogi zastanawiałem się czy Iza mnie wysłucha. Miałem nadzieję że mi wybaczy... Nagle mnie zauważyła, teraz już biegłem. Ale ona zaczęła uciekać. Biegłem szybciej. Zdołałem ją dogonić po chwili.
- Czemu ,uciekasz?
- Zostaw mnie - odpowiedziała. 
Ale ja nie miałem zamiaru jej słuchać, kiedy zwolniła zabrałem ją na ręce.
- Puść mnie! - krzyknęła, lecz ja jej nie słuchałem. 
Odłożyłem ją pod tym drzewem obok plaży i usiadłem obok. Położyłem moją rękę na jej.
- Kocham cię - powiedziałem,  teraz do mnie dotarło, że to była naprawdę prawda. Kochałem ją i nie chciałem, aby stała jej się krzywda...
W jej oczach widziałem łzy. Lekko nachyliłem się i pocałowałem ją. 

Koniec!!!
Mam nadzieję, że się podoba :)
Jak pisałem ten sen to coś mi się zepsuło :/
Jak widzicie wątek miłosny się będzie jeszcze rozwijał <3
Komentarz = Motywacja
Rozdział najpóźniej za tydzień, lecz pewnie będzie wcześniej, więc bądźcie na bieżąco!!


sobota, 22 listopada 2014

Rozdział 2

Wiem, miał być z perspektywy Gabi, ale z perspektywy Toma będzie chyba ciekawszy. Teraz postaram się dać więcej opisów, bo w poprzednim było mało :/         
       
                          Rozdział 2
                               Tom
Odprowadzałem te nową do domku Hermesa. Sam jestem w obozie od nie dawna i przyjąłem to gorzej niż ona.
Nazywam się Tom Kopird i jestem synem Hermesa. Do obozu przyjechałem tydzień temu i jak na razie jestem grupowym domku bo jeszcze wszyscy nie przyjechali.
Iza, bo tak ona ma na imię, jest średniego wzrostu blondynką,  oczy ma koloru zielonego. Ubrania zwykłe luźne, nie takie jak mają dzieci Afrodyty.
- Dlaczego się tak na mnie gapisz?!
- Przepraszam... Zastanawiam się tylko kogo dzieckiem jesteś.
- Też mnie to ciekawi...
Weszliśmy do ogródku (bo każdy domek ma teraz własny ogród, dzięki dzieciom Demeter). Ogród Hermesa pełen był żółtych tulipanów i róż. Weszliśmy do domku, był całkiem zwyczajny. Moje rodzeństwo jeszcze nie dojechało, więc sam jestem w tym domku.
- Witaj w swoim domu!
Patrzyła na to wszystko z zachwytem.
- Wow - odpowiedziała - Mogę sobie zająć łóżko?
- Większość łóżek zajętych jest przez moje rodzeństwo, na drugim piętrze powinny być wolne miejsca.
Pobiegła szybko na drugie piętro. Poszedłem za nią.
- Chcę to! - krzyknęła wskazując na łóżko obok okna.
Popatrzyłem przez nie, był z niego widok na plażę. Zauważyłem paru herosów grających w karty pod drzewem i pegazy, które jadły trawę.
- Chwila... dlaczego te konie mają skrzydła?
- To pegazy nie konie.
- Jedno i to samo - powiedziała uśmiechając się.
Trochę przypominała mi moją młodszą siostrę Wiktorie. Ten sam wredny sarkastyczny uśmieszek.
- To łóżko jest chyba wolne, lepiej je zaklep.
Położyła na nie plecak. Podbiegłem na dół po ubrania dla niej. Kiedy jej je dałem uśmiechnęła się i poszła się przebrać.
Kiedy wyszła wyglądała olśniewająco. Blond włosy ułożyła w kok, ubrała okulary przeciwsłoneczne. Koszulka była wprawdzie trochę na nią za duża, ale jej to nie przeszkadzało.
- Idziemy?
- Gdzie?
- Oprowadzisz mnie po tym pięknym miejscu - odparła z uśmiechem.
Pokazałem jej wszystkie domki, najbardziej spodobał jej się domek Apolla i Posejdona. Zaprowadziłem ją na arenę, do kuźni i stajni pegazów. Na koniec zostawiłem las i plażę. Kiedy szliśmy cały czas pod śpiewywała "Maybe you're righit*" Miley Cyrus.
- Pięknie tu.
Kiedy doszliśmy do plaży zdjęła pantofle i wbiegła do wody.
- Wyjdź stamtąd!
- Nie - odpowiedziała i zaczęła mnie chlapać.
Nie było wyboru, podeszłem do niej i przerzuciłem ją sobie przez ramię.
-Zostaw mnie! - krzyknęła próbując powstrzymać śmiech.
Odłożyłem ją obok drzewa. Nadal nie mogła powstrzymać śmiechu. Usiadłem obok niej i też zacząłem się śmiać. Było piękne popołudnie. Na niebie nie było w ogóle chmury, wiał tylko chłodny wiatr. Położyła głowę na moi ramieniu.
- Wspaniałe miejsce - powiedziała - zostałabym tu na wieczność.
Nagle zauważyłem Leona, syna Hefajstosa, który machał do mnie.
- Poczekaj chwilę.
Pokiwała głową, jakby chciała powiedzieć "poczekam tu na ciebie". Wstałem i podbiegłem do Loena.
- Co jest Leo?
- To twoja nowa dziewczyna?
- Nie!
- Więc może być moja?
- Co tam u Kalipso? - odpowiedziałem mu.
- Właśnie po to tu przyszedłem, rozmawiałem z twoją siostrą Krystyną przez iryfon i mówiła, że ma potrzebne części do mojej maszyny.
- I?
- Mogę klucz do domku Hermesa?
- Chyba cię pogieło! Nie dam ci go.
- Czemu?
- Wiesz że Ares wydziela aurę,  która sprawia agresję?
- No tak, a co?
- Hermes też ma taką aurę, tylko ona sprawia że ludzie mają ochotę kraść i żartować, więc nie, nie dam ci. Jedynie po kolacji możesz ze mną podejść i dam ci te części.
- Spoko stary, to nara!
- Nara
Pobiegłem do Izy, nadal siedziała pod drzewem,  gdy mnie zobaczyła uśmiechnęła się. Usiadłem obok niej.
- Kiedy się dowiem kto jest moim tatą?
- Najprawdopodobniej na ognisku.
- Fajnie.
Siedzieliśmy jeszcze chwilę tak w ciszy, leżała na moim ramieniu, tak naprawdę nawet mi się to podobało. Spojrzałem w stronę stolików, już powoli rozpalali ognisko.
- Choć za chwilę kolacja.
Wstaliśmy i ruszyliśmy w stronę stolika Hermesa. Usiadłem przy nim, a obok mnie usiadła Iza. Od razu na moim talerzu pojawiły się tosty z serem. Z apetytem je zjadłem odezwałem kawałek,  Iza zrobiła to też ze swoim i poszliśmy złożyć ofiarę rodzicom.
- Dla Hermesa - powiedziałem i wrzuciłem tosta do ognia.
Iza powiedziała coś w stylu " Mam nadzieję że mnie odnajdziesz"
- Choć
Pociągnąłem ją za sobą, na miejsce obok ogniska, które lubiłem. Chwilę rozmawialiśmy, Iza była trochę zawiedziona że nikt jej nie uznał.
- Nie martw się,  jutro bogowie przyjeżdżają odwiedzić swoje dzieci z obozu. Jutro na pewno cie uznają.
- Mam nadzieję, że masz rację - odparła z lekkim uśmiechem.
Po zaśpiewaniu wszystkich możliwych piosenek, poszliśmy spać.
Iza położyła się na swoim łóżku, a ja niedaleko jej na swoim.

Koniec!!!!
Mam nadzieję, że teraz jest dłuższy :)
Komentarz = Motywacja

piątek, 21 listopada 2014

Rozdział 1 cz. 2

Ze względu na takie chamskie zakończenie macie tu drugą część.
                   Rozdział 1 cz. 2
                              Iza
- Nie jestem twoim ojcem - powiedział.
W tym miejscu mój świat się zawalił, in który przez 14 lat mojego życia wychowywał mnie...
- To kim ty wogule jesteś... - odpowiedziałam, próbując nie rozpłakać się.
- Twoja matka kiedy byłaś mała,  nie wiem mogłaś mieć dwa lata, chorowała na raka. Kiedy już było wiadomo, że umrze poprosiła mnie, abym się tobą zajął. Miałem cie wieku 14 lat zawieść na ten obóz.
STUK. W tym momencie ostatni kawałek mojego świata pękł. Jak to możliwe? Przez 12 lat mojego życia oszukiwać mnie? Być dla mnie kimś, kim się nie jest?
- Za ile tam będziemy?
- Już jesteśmy.
Kiedy to usłyszałam zabrałam mój plecak szkolny i ile sił w nogach pobiegłam. Na środku stała wielka sosna, a obok niej leżał smok, który pilnował jakiegoś materiału. Czemu to mnie nie zdziwiło?  Nie mam pojęcia.
W biegłam do obozu i od razu zemdlałam.

Otworzyłam oczy. Myślałam, miałam nadzieję,  że zobaczę sale od biologii. Ale nie leżałam na kanapie w jakimś wielkim domu, a w pokoju obok jakaś ruda dziewczyna kłóciła się z koniem... Nic mnie już nie zaskoczy.
- Chejronie wstała!
Podbiegła do mnie, mogła mieć z 20 - 30 lat.
- Nic ci nie jest?
- Czuję się dobrze.
- Rachel zawołaj Toma i powiedz, aby szykował miejsce w domku Hermesa.
- W jakim domku? - spytałam
- Dobrze dziecko zacznijmy od początku - odrzekł -znasz te starożytne mity, którymi Grecy wyjaśniali sobie różne zjawiska?
- Tak jak byłam mała ta... - już miałam powiedzieć tata - on opowiadał mi je na dobranoc.
- Więc musisz wiedzieć, że to prawda. Starożytni bogowie, nadal żyją z nami przenoszą się wraz z postępem cywilizacji. Teraz są tu w USA.
Mój mały mózg próbował to ogarnąć,  a nie jest to łatwe z ADHD.
- Czyli jestem jakimś herosem z tych mitów?
- Otóż to!
- To kto jest moim boskim rodzicem?
Nie zdążył odpowiedzieć bo z klasą (wywracając się i tłucząc wazon) wszedł tu, nawet przystojny brunet. Miał taki wyraz oczu, który mówił, że nie wolno mu dawać zapałek i ostrych narzędzi.
- Tom nic ci nie jest?
- Jest dobrze Chejronie. Przyszedłem po tę nową.
- Ta nowa ma imię -odpowiedziałam mu.
- Przepraszam - powiedział trochę zawstydzony.
- Nic się nie stało - odpowiedziałam i zaczęłam się śmiać.
- Dobrze choć pokaże ci twój nowy, jak na razie dom.

I tu kończymy ten (pewnie znowu krótki rozdział,  ale to kontynuacja tamtego i po łączcie je razem) rozdział.
Następny już pewnie z perspektywy Gabi będzie. Pojawi się za tydzień lub wcześniej.
Komentarz = Motywacja

Rozdział 1

Pierwszy rozdział *-*
      

                        ROZDZIAŁ 1
                               Iza
Drrrrrr!!!!
Otworzyłam oczy, popatrzyłam po sali, extra znów przespałam biologie... Ale sądząc po minie pani, Jola dobrze mnie kryła.
- Miałaś dziś nie spać - powiedziała Jola jak wyszłyśmy z sali.
- Dobra, dobra - odpowiedziałam.
Zapomniałam coś o sobie opowiedzieć!
Więc nazywam się Izrylda McLiodon. W skrócie Iza Liod. Mój ojciec jest słynnym sędzia w naszym mieście. Spytacie się pewnie: " A mama?". Mamy tak naprawdę nie znam. Ale pogodziłam się z tym. W Szkole im. Ateny w Nowym Jorku [szkoła wymyślona na potrzeby bloga] mam tylko jedną przyjaciółkę: Jole. Ona jest naprawdę wspaniała, a jej niepełnosprawny chłopak Jim jest boski (tylko jej tego nie mówcie!!!!), nie jest on tak bardzo chory, tylko nie może chodzić za szybko. Uczę się nawet dobrze, lubię wszystko oprócz matematyki... Jej po prostu nie trawię! Nie kumam tych wszystkich cyferek i znaczków,  x ; y ; z ; wi tak dalej. Bo po co mi to? Jeszcze mam problemy z angielskiego, bo mam dyslekcje. Poza tym jestem dobra ze wszystkiego! Najlepsze oceny mam z muzyki, plastyki i biologii.
- Jola do Izy, jesteś tu?!
- Tak jestem.
- To co robimy na twoje 14 urodziny jutro?
- To jutro? - spytałam,  czasami się zdarza...
- Żartujesz? Oczywiście że jutro!
O mój Boże... Zapomniałam!  I co ja zrobię? Nie wiem...
- Nie myślałam nad tym, poza tym ojciec wysyła mnie jutro zaraz po zakończeniu roku szkolnego jadę na jakiś obóz niedaleko.
- Szkoda...
To była akurat prawda, ale jutro moje urodziny? O tym nie pamiętałam. Jestem głupia! I tak chce jechać na ten obóz...
BUUUUUM
Padłyśmy z Jolką na ziemię, za nami z dymu który został po wybuchu wyszła kobieta, ale była jakaś dziwna... Chwila ona jest cała zielona!!! I... i zamiast nóg ma dwa wężowe ogony!
- Uciekaj! - krzyknęła Jola, nie musiała powtarzać.
Uciekałam ile sił w nogach, ale potwór nie zajął się Jolą, tylko mną!! Po dziesięciu minutach biegu była metr za mną,  dobiegałam już do domu, gdy tata mnie zobaczył, machnął abym weszła do samochodu.
- Co tu się dzieje?!
- Nic Izo...
- Jak nic?! Co to było?!
- To była tylko Drakaina Scytyj...
- Wiesz o co tu chodzi, gadaj!
- Muszę cie zawieść na ten obóz dziś.
- Miałam jechać jutro - w tej chwili sobie coś przypomniałam - co z Jolą?
- Nic jej nie jest... chyba
To mi poprawił humor...
- Muszę ci coś powiedzieć - zaczął - nie jestem...

I tu kończymy!!
Komentarz = Motywacja
Nowy rozdział może pojawi się jutro, albo dopiero za tydzień.
Pozdrawiam!

Prolog

Mój pierwszy post!
Nie wiem co powiedzieć ( a raczej napisać) więc zaczynamy!

Prolog

Co byście zrobili gdyby okazało się, że jesteście osobami półkrwi? Załamalibyście się? Bylibyście szczęśliwi?
Smak ten przygody poznali: Tom, Iza i Gabrysia. Niby trójka zwykłych nastolatków, a jednak troje potężnych herosów! A to dopiero początek przygód! W Obozie Herosów i Obozie Jupiter dzieje się coś dziwnego! Herosi w tajemniczych okolicznościach tracą swoje moce! Kto za tym stoi? Budzi się kolejne wielkie bóstwo! Ale czy to ono jest winne? Co się stanie jak wybuchnie wojna? Jaką oni w tym odegrają role? Oni sami tego nie wiedzą... Czy starsi Herosi im pomogą? Oczywiście! Percy, Annabeth i reszta z przepowiedni o siedmiorgu stoją zwarci i gotowi, aby im pomóc! Ale czy dadzą rade? Nikt nie wie co jest grane... Kiedy Rachel Wypowiada przepowiednie, wszystko jest jasne. Ich los jest przypieczętowany, mogą go jedynie spowolnić... Ktoś umrze, ktoś ocaleje, ale kto wygra? Wszyscy mają nadzieję... Ale co będzie prawdą w tym świecie kłamstw i intryg? Kiedy dawno zmarli wracają? Wyjawiają dawne tajemnice? Kiedy dół to góra, a góra to dół? Co się stanie?


Moje pierwsze opowiadanie na tym blogu! Mam nadzieję, że się podoba :)
Komentarz = Motywacja do pisania dalej!
Za niedługo pojawi się nowy rozdział!
Jak go dodam kolejne powinny pojawiać się w miarę regularnie (jak już to wcześniej) co tydzień w soboty :)