Wiem, miał być z perspektywy Gabi, ale z perspektywy Toma będzie chyba ciekawszy. Teraz postaram się dać więcej opisów, bo w poprzednim było mało :/
Rozdział 2
Tom
Odprowadzałem te nową do domku Hermesa. Sam jestem w obozie od nie dawna i przyjąłem to gorzej niż ona.
Nazywam się Tom Kopird i jestem synem Hermesa. Do obozu przyjechałem tydzień temu i jak na razie jestem grupowym domku bo jeszcze wszyscy nie przyjechali.
Iza, bo tak ona ma na imię, jest średniego wzrostu blondynką, oczy ma koloru zielonego. Ubrania zwykłe luźne, nie takie jak mają dzieci Afrodyty.
- Dlaczego się tak na mnie gapisz?!
- Przepraszam... Zastanawiam się tylko kogo dzieckiem jesteś.
- Też mnie to ciekawi...
Weszliśmy do ogródku (bo każdy domek ma teraz własny ogród, dzięki dzieciom Demeter). Ogród Hermesa pełen był żółtych tulipanów i róż. Weszliśmy do domku, był całkiem zwyczajny. Moje rodzeństwo jeszcze nie dojechało, więc sam jestem w tym domku.
- Witaj w swoim domu!
Patrzyła na to wszystko z zachwytem.
- Wow - odpowiedziała - Mogę sobie zająć łóżko?
- Większość łóżek zajętych jest przez moje rodzeństwo, na drugim piętrze powinny być wolne miejsca.
Pobiegła szybko na drugie piętro. Poszedłem za nią.
- Chcę to! - krzyknęła wskazując na łóżko obok okna.
Popatrzyłem przez nie, był z niego widok na plażę. Zauważyłem paru herosów grających w karty pod drzewem i pegazy, które jadły trawę.
- Chwila... dlaczego te konie mają skrzydła?
- To pegazy nie konie.
- Jedno i to samo - powiedziała uśmiechając się.
Trochę przypominała mi moją młodszą siostrę Wiktorie. Ten sam wredny sarkastyczny uśmieszek.
- To łóżko jest chyba wolne, lepiej je zaklep.
Położyła na nie plecak. Podbiegłem na dół po ubrania dla niej. Kiedy jej je dałem uśmiechnęła się i poszła się przebrać.
Kiedy wyszła wyglądała olśniewająco. Blond włosy ułożyła w kok, ubrała okulary przeciwsłoneczne. Koszulka była wprawdzie trochę na nią za duża, ale jej to nie przeszkadzało.
- Idziemy?
- Gdzie?
- Oprowadzisz mnie po tym pięknym miejscu - odparła z uśmiechem.
Pokazałem jej wszystkie domki, najbardziej spodobał jej się domek Apolla i Posejdona. Zaprowadziłem ją na arenę, do kuźni i stajni pegazów. Na koniec zostawiłem las i plażę. Kiedy szliśmy cały czas pod śpiewywała "Maybe you're righit*" Miley Cyrus.
- Pięknie tu.
Kiedy doszliśmy do plaży zdjęła pantofle i wbiegła do wody.
- Wyjdź stamtąd!
- Nie - odpowiedziała i zaczęła mnie chlapać.
Nie było wyboru, podeszłem do niej i przerzuciłem ją sobie przez ramię.
-Zostaw mnie! - krzyknęła próbując powstrzymać śmiech.
Odłożyłem ją obok drzewa. Nadal nie mogła powstrzymać śmiechu. Usiadłem obok niej i też zacząłem się śmiać. Było piękne popołudnie. Na niebie nie było w ogóle chmury, wiał tylko chłodny wiatr. Położyła głowę na moi ramieniu.
- Wspaniałe miejsce - powiedziała - zostałabym tu na wieczność.
Nagle zauważyłem Leona, syna Hefajstosa, który machał do mnie.
- Poczekaj chwilę.
Pokiwała głową, jakby chciała powiedzieć "poczekam tu na ciebie". Wstałem i podbiegłem do Loena.
- Co jest Leo?
- To twoja nowa dziewczyna?
- Nie!
- Więc może być moja?
- Co tam u Kalipso? - odpowiedziałem mu.
- Właśnie po to tu przyszedłem, rozmawiałem z twoją siostrą Krystyną przez iryfon i mówiła, że ma potrzebne części do mojej maszyny.
- I?
- Mogę klucz do domku Hermesa?
- Chyba cię pogieło! Nie dam ci go.
- Czemu?
- Wiesz że Ares wydziela aurę, która sprawia agresję?
- No tak, a co?
- Hermes też ma taką aurę, tylko ona sprawia że ludzie mają ochotę kraść i żartować, więc nie, nie dam ci. Jedynie po kolacji możesz ze mną podejść i dam ci te części.
- Spoko stary, to nara!
- Nara
Pobiegłem do Izy, nadal siedziała pod drzewem, gdy mnie zobaczyła uśmiechnęła się. Usiadłem obok niej.
- Kiedy się dowiem kto jest moim tatą?
- Najprawdopodobniej na ognisku.
- Fajnie.
Siedzieliśmy jeszcze chwilę tak w ciszy, leżała na moim ramieniu, tak naprawdę nawet mi się to podobało. Spojrzałem w stronę stolików, już powoli rozpalali ognisko.
- Choć za chwilę kolacja.
Wstaliśmy i ruszyliśmy w stronę stolika Hermesa. Usiadłem przy nim, a obok mnie usiadła Iza. Od razu na moim talerzu pojawiły się tosty z serem. Z apetytem je zjadłem odezwałem kawałek, Iza zrobiła to też ze swoim i poszliśmy złożyć ofiarę rodzicom.
- Dla Hermesa - powiedziałem i wrzuciłem tosta do ognia.
Iza powiedziała coś w stylu " Mam nadzieję że mnie odnajdziesz"
- Choć
Pociągnąłem ją za sobą, na miejsce obok ogniska, które lubiłem. Chwilę rozmawialiśmy, Iza była trochę zawiedziona że nikt jej nie uznał.
- Nie martw się, jutro bogowie przyjeżdżają odwiedzić swoje dzieci z obozu. Jutro na pewno cie uznają.
- Mam nadzieję, że masz rację - odparła z lekkim uśmiechem.
Po zaśpiewaniu wszystkich możliwych piosenek, poszliśmy spać.
Iza położyła się na swoim łóżku, a ja niedaleko jej na swoim.
Koniec!!!!
Mam nadzieję, że teraz jest dłuższy :)
Komentarz = Motywacja
Ten jest dużo lepszy :) ogólnie fajne c:
OdpowiedzUsuńZnalazłam bloga dzisiaj. Bardzo fajny, ale gdzie opisy? Naprawdę ciężko je znaleźć. Czekam na kolejny rozdział. :-)
OdpowiedzUsuńAleksandra
Na razie się dopiero uczę więc opisów jest trochę mało :/ z czasem moje teksty będą lepsze i będzie więcej opisów
Usuń