Pierwszy rozdział *-*
ROZDZIAŁ 1
Iza
Drrrrrr!!!!
Otworzyłam oczy, popatrzyłam po sali, extra znów przespałam biologie... Ale sądząc po minie pani, Jola dobrze mnie kryła.
- Miałaś dziś nie spać - powiedziała Jola jak wyszłyśmy z sali.
- Dobra, dobra - odpowiedziałam.
Zapomniałam coś o sobie opowiedzieć!
Więc nazywam się Izrylda McLiodon. W skrócie Iza Liod. Mój ojciec jest słynnym sędzia w naszym mieście. Spytacie się pewnie: " A mama?". Mamy tak naprawdę nie znam. Ale pogodziłam się z tym. W Szkole im. Ateny w Nowym Jorku [szkoła wymyślona na potrzeby bloga] mam tylko jedną przyjaciółkę: Jole. Ona jest naprawdę wspaniała, a jej niepełnosprawny chłopak Jim jest boski (tylko jej tego nie mówcie!!!!), nie jest on tak bardzo chory, tylko nie może chodzić za szybko. Uczę się nawet dobrze, lubię wszystko oprócz matematyki... Jej po prostu nie trawię! Nie kumam tych wszystkich cyferek i znaczków, x ; y ; z ; wi tak dalej. Bo po co mi to? Jeszcze mam problemy z angielskiego, bo mam dyslekcje. Poza tym jestem dobra ze wszystkiego! Najlepsze oceny mam z muzyki, plastyki i biologii.
- Jola do Izy, jesteś tu?!
- Tak jestem.
- To co robimy na twoje 14 urodziny jutro?
- To jutro? - spytałam, czasami się zdarza...
- Żartujesz? Oczywiście że jutro!
O mój Boże... Zapomniałam! I co ja zrobię? Nie wiem...
- Nie myślałam nad tym, poza tym ojciec wysyła mnie jutro zaraz po zakończeniu roku szkolnego jadę na jakiś obóz niedaleko.
- Szkoda...
To była akurat prawda, ale jutro moje urodziny? O tym nie pamiętałam. Jestem głupia! I tak chce jechać na ten obóz...
BUUUUUM
Padłyśmy z Jolką na ziemię, za nami z dymu który został po wybuchu wyszła kobieta, ale była jakaś dziwna... Chwila ona jest cała zielona!!! I... i zamiast nóg ma dwa wężowe ogony!
- Uciekaj! - krzyknęła Jola, nie musiała powtarzać.
Uciekałam ile sił w nogach, ale potwór nie zajął się Jolą, tylko mną!! Po dziesięciu minutach biegu była metr za mną, dobiegałam już do domu, gdy tata mnie zobaczył, machnął abym weszła do samochodu.
- Co tu się dzieje?!
- Nic Izo...
- Jak nic?! Co to było?!
- To była tylko Drakaina Scytyj...
- Wiesz o co tu chodzi, gadaj!
- Muszę cie zawieść na ten obóz dziś.
- Miałam jechać jutro - w tej chwili sobie coś przypomniałam - co z Jolą?
- Nic jej nie jest... chyba
To mi poprawił humor...
- Muszę ci coś powiedzieć - zaczął - nie jestem...
I tu kończymy!!
Komentarz = Motywacja
Nowy rozdział może pojawi się jutro, albo dopiero za tydzień.
Pozdrawiam!
Trochę chamskie zakończenie tego rozdziału. Był on także dość krótki ale życzę powodzenia w pisaniu kolejnych rozdziałów, które zapewne będą dłuższe.
OdpowiedzUsuńSam styl pisania jest dosyć chaotyczny, ale nad tym można popracować.
OdpowiedzUsuńRozdział ciekawy, ale głupio zakończony i zdecydowanie za krótki ://
Przepraszam, ale pisałem na telefonie i będzie druga część tego rozdziału.
Usuń